Szukaj w tym blogu

Ładowanie...

piątek, 1 sierpnia 2014

Zajadam sie

Salatka z pieczonej marchwi z serkiem ricotta i pomarancza

Pyszna salatka na cieplo z przepisu Ottolenghiego dla Guardiana. Raczylam sie tym u Sabiny, teraz sama sprobowalam. A jak juz sprobowalam, to nie raz musialam to zrobic, takie to dobre.W przepisie jest rukola ale nie bylo w moim lokalnym sklepie, wiec dalam swiezego szpinaku. 

Potrzebne beda:

1kg marchwi
4 zabki czosnku
1/2 pomaranczy
1 i 1/2 lyzeczki sprazonego na suchej patelni nasion kminku
1/2 lyzeczki swiezego lub suchego tymianku
1/4 lyzeczki platkow chilli
1/2 lyzki octu z czerwonego wina
1/2 lyzki miodu
150 g ricotty
1/2 lyzeczki startej skorki z cytryny
liscie mlodego szpinaku
liscie bazylii



Marchew pokroic wzdluz na paski i wyloz na blache. Do blendera wrzuc czosnek, kminek, tymianek, chilli, ocet i 60ml olivy z oliwek. Dopraw sola i pieprzem i zblenduj. Gotowa marynata polej marchew. Poloz cala polowke pomaranczy cieciem do dolu i zapiecz przez okolo 40 min.

Dressing: wycisnij sok z zapieczonej pomaranczy, dodaj sok z cytryny, miod, reszte oliwy i soli wg uznania. Dobrze wymieszaj.



Ricotte wymieszaj ze skorka z pomaranczy. 

Warstwowo ukladaj rukole (lub szpinak), marchew, bazylia, ricotte a calosc polej dressingiem. Mmmmm...smacznego!

poniedziałek, 28 lipca 2014

30/52


Antoni: uwielbia morze i zabawe w goniace go fale. ostatnio czesto nad morzem jestesmy. w tym tygodniu az trzy razy.
Vincenty: sam zdecydowal o BLW. Uwielbia banany.

środa, 23 lipca 2014

serduszka

 Nie wiem czy juz wspominalam, ze lubie fotografowac kamienie. Nie byle jakie kamienie, bo w ksztalcie serduszka. Zaczelo sie od jednej wycieczki nad morze w sprawach biznesowych meza i znalazlam piekne kamienie w ksztalcie serca. Jedno dla Mateja i dla Antosia (wtedy mial niecaly roczek). Zdjecia z tej wyprawy mozecie obejrzec TU. Pozniej znalazlam jedno dla siebie, a jak Vini sie urodzil i dla niego znalazlam TU. I tak juz zostalo, ze jak widze serduszko z/w kamieniu to musze zdjecie zrobic. Raz, ze sentyment na zycie zostalo, a dwa, ze natura design piekny tworzy.
Upaly opanowaly cala Europe, wiec i nas na mroznej polnocy doswidczamy troche lata. Nie narzekamy, choc plecy juz spalone na raka, i delektujemy sie promieniami jakby zaraz mialo zniknac na zawsze. Ostatnio czesto nad morze jezdzimy, bo to tylko niecale 40 minut metrem, a Antek ma frajde za darmo ze fale go gonia... Ponizej fotorelacja...

statek

znow na Clify bo ciszej i psa mozna zabrac

sesja slodziaka i bodziaka do naszego online sklepu (wiecej info wkrotce)

niedziela, 20 lipca 2014

Pół roku Vinka

To nie to co polroczne winko, ale tez sie starzeje. Tak bym chciala zatrzymac czas. Juz pol roku od narodzin Vincentego i nie moge wyjsc z szoku gdzie ten czas mi uciekl. To pewnie nasz ostatni potomek wiec staram sie cieszyc kazda chwila. Pamietaj jak szybko te niemowlece chwile uciekly mi z Antonowka...

Kilka faktow z zycia polroczniaka:

* chwyta wszystko co w zasiegu a to co poza stara sie siegnac nawet aparat co widac na zdjeciach.
* zaczelismy przygode z jedzeniem jakis miesiac temu. Bardzo chce BLW wprowadzic. Czasem ja go karmie lub daje mu lyzeczke i sam je.
* zebow brak. Juz od drugiego miesiaca mowie, ze to juz juz a tu ciagle nic. Zaraz pewnie sie przebija, bo niespokojny jest w nocy ostatnio
* ostatni miesiac obfituje u nas w brak snu. Od powrotu z wakacji budzi sie czesto w nocy i jeczy, placze, nie wiadomo czy to zeby czy gazy go mecza. Siedze z nim na lozku i skaczemy lub podaje wszechmocnego cyca ;)
*Antek jest jego idolem. Uwielbia go i czasem go wola by zwrocil na niego uwage.
* jest pogodnym dzieckiem i nawet gdy ma gorszy dzien z zebami, to caly czas sie usmiecha.

Oto 6 miesieczniak w zdjeciach:











Antka 6 miesiecy TU

czwartek, 17 lipca 2014

Familiada

Kilka dni temu pojechalismy familiada nad morze. Familiada czyli nasza rodzinka i rodzina Dworzanow:). Oni autem, my ciuchcia oczywiscie. Pogoda byla cudowna, sloneczna, goraca, zupelnie nie angielska. Karoca zaladowana byla po brzegi bluzami, spodniami i kurtkami dla obojga, tutaj trzeba byc przygotowanym na kazda pogode, nawet gdy dzien zapowiada sie ladnie. Bylismy na clifach bo tam tylko moglismy isc z psem, ale plaza byla prawie pusta, a tak wlasnie wolimy. Widzielismy kraby i rozgwiazdy, a Antek pluskal sie w wodzie i bawil w uciekanie przed falami. Rownie dobrze moglismy tam siedziec caly dzien ale nie bylismy przygotowani na to, a wieczorem mielismy zarezerwowany kort na squasha.  Ponizej fotorelacja dnia!

nie ma czekoladowych